| 19.07.2009 Thunderbolt Ostrołęka |
|
|
|
| Wpisał: Szunio | |
Thunderbolt OstrołękaMiejsce: okolice Ostrołęki Data: 19.07.2009 Łączny czas trwania: 4h Organizator: Kurpiowska Grupa Bojowa - KBG W imprezie brały udział drużyny: 9:30 - Zajeżdżamy na miejsce. Zaczynamy rynsztunek... oooo... widać rannych transportowanych z pola walki. Szybki wywiad z nimi... Dowiedzieliśmy się, że budynki, które mamy zdobyć znajdują się ok. 300 m w linii prostej od parkingu. Po drodze do budynków jest potężna zasadzka nie do przejścia. Ogólnie wrogich sił trzymających budynki ma być około 40 żołnierzy. Fuck... jest lipa. Fuck jeden z nas nie ma broni (awaria)... (Dybek bierze kamerę w rękę). Szybka ocena sytuacji. Wroga jest bardzo dużo a nas 4 (w czym 1 nie ma broni). W międzyczasie na ten sam parking podjeżdżają inne ekipy. Niby każda drużyna działa samodzielnie ale wobec zaistniałej i zastanej sytuacji łączymy siły. Tworzymy 2 oddziały po ok. 15 osób. Dochodzimy do wniosku, że atak od frontu (południa) nie ma sensu bo wpadniemy w zasadzkę na drodze do lotniska... Dobra, my (APT+DBS+SARS) bierzemy wroga od zachodu, drugi oddział od wschodu. 10:00 - Ustalamy hasło rozpoznawcze. Były propozycje, że mówi się liczbę, a odpowiedź ma być o 2 większa. No niestety, żołnierz nie musi umieć liczyć, musi umieć zabijać. Nie wszyscy byli w stanie dokonywać takich obliczeń w pamięci Obchodzimy teren walki dużym łukiem. Ja z Kaczorem idziemy przodem, reszta doskokami trzyma się za nami w odległości 10m. Teren zaczyna robić się coraz bardziej nierówny (liczne pagórki, rowy. Dochodzimy do małej polanki. Sporo na niej pagórków ale jest dość mała więc jest ryzyko, zostania zdjętym podczas podchodzenia do skraju. Dobra, sprawa prosta. Ja z Kaczorem bierzemy polanę od południa. Czarek i znaczna część naszego oddziału idzie od zachodu (moja lewa). Dwóch nowych kolegów wysyłamy od wschodu (moja prawa) - chłopaki, dzięki, że się nie buntowaliście, po prostu wykonaliście rozkaz a to się ceni. Ruszamy, szybkimi skokami przechodzimy przez polanę cały czas mając w zasięgu wzroku kolegów z prawej (idą równo z nami). Lewa strona robi większy łuk i tracimy ich z oczu. W tym momencie Kaczor stwierdza, że budynki powinny być gdzieś po naszej prawej (ja myślałem, że na wprost) - Ma rację! - dzięki Kaczor bo przeszlibyśmy te budynki poszli gdzieś w las (a wtedy to chyba moglibyśmy grzybów szukać zamiast budynków, no i może jeszcze jakichś ładnych grzybiarek Orientacja: tylna ściana budynku była od zachodu (z tej strony bardzo gęste krzaki), na północ od budynku znajdowały się betonowe płoty (równoległe i prostopadłe do północnej ściany budynku) w odległości od 20-50m (czyli cały czas w zasięgu), na południowej ścianie nie było ewidentnych miejsc do podejścia jednak las zaczynał się w odległości ok 50m. Na przeciw zachodniej ściany (ściana to za dużo powiedziane, z tej strony budynek nie ma ściany, jeden filar na środku). Do rannych przy budynku dochodzi pozostała część naszego oddziału (ta która obchodziła polanę z lewej i znalazła się gdzieś za naszymi plecami - w sumie dobrze wyszło :) ). Medyk (Kamil z Kolna - DBS) leczy rannych. Po drodze doszło chyba do małego starcia z wrogiem, który się wycofywał. P.S. Wziąłem od Dybka kamerę a jemu oddałem replikę. Dybrek gra a ja nagrywam i wszystko bacznie obserwuję. Koniec zabawy ale nie strzelanki. Teraz będę może trochę krytyczny ale w sumie trzeba sobie na wzajem wytykać błędy, żeby uczyć się na nich. Wchodzę na dach skąd obserwuję działania na polu walki. Na dachu jest jeden z Jeleni (czyli nasz człowiek), który informuje leczącego medyka (wraz z 2 osobową obstawą, ranni i żywi są przy tylnej ścianie budynku) co się dzieje i gdzie podchodzi wróg. Do tylnej ściany budynku podchodzi wróg. Po krótkiej wymianie ognia, medyk i obstawa są martwi... Jednak przez kolegę z dachu (i chyba jakieś inne jelenie, te które z parkingu podchodziły do wroga od strony wschodniej) wróg ponosi systematyczne straty i decyduje się na odwrót. Jako, że rola medyka jest przenośna ktoś żywy staje się medykiem i leczy rannych. Ok... wszyscy uzdrowieni. Część (ok 7os z Kaczorem i Dybkiem) oddziału zostaje w budynku (hangarze) droga część (w tym Czarek) idą do drugiego budynku, który w międzyczasie zajął oddział Jeleni idący od wschodu. W hangarze następuję maksymalny chaos. Wszyscy siedzą wewnątrz (nie ma żadnych czujek wypatrujących wroga) oprócz 1 człowieka na dachu. Warto podkreślić, że na tylnej ścianie budynku (zachodniej) nie ma żadnego otworu przez, który można obserwować pole walki (ale to i tak by nic nie dało, później napiszę dlaczego). Dobra, jeszcze ten początek zrozumiem, bo po chwili jak uzdrowieni Jelenie weszli do hangaru zaczęła się ostra jatka. Obronili się ale znów część z nich musiała być leczona. Jak już byli zdrowi to "witki mi opadły". Przepraszam panowie ale miałem wrażenie, że część z tego oddziału przyjechała wyjarać paczkę fajek i poperdzielić głupoty. Ogólnie, części tej nie chciało się ruszać 4 liter w celu prowadzenia dalszej dynamicznej rozgrywki. Ktoś mógłby powiedzieć, że celem było bronienie budynku i dlatego w nim siedzieli. I o to chodzi, część po prostu siedziała. Z wyjątkiem tylnej ściany budynku, wszystkie pozostałe miał otwory i dogodne miejsca do zajęcia punktów obserwacyjnych (ogniowych). No ale po co? Były próby mobilizacji. Wyglądały tak. Najpierw Dybek poprosił kogoś, żeby podbiegł z nim do betonowego bloku znajdującego się między budynkami, skąd można było więcej zobaczyć i trzymać wroga na większą odległość. Skończyło się na tym, że pobiegł sam. Niestety po chwili musiał się wycofać bo to był punkt ewidentnie dla 2 osób. Trzeba było bronić sobie wzajemnie plecy bo bez tego było bardzo niebezpiecznie. Kolejna próba mobilizacji podjęta została przez Kaczora. Poprosił od jakąś osobę do pomocy, z którą to wszedł na dach by obserwować teren (kolega, który był wcześniej został zdjęty ok 20 min temu). I tutaj plus dla Rudego (taka chyba ksywka, możliwe, że coś przekręcam, jeśli tak to przepraszam). Po prośbie Kaczora momentalnie wydelegował człowieka (ze swojej części naszego oddziału, ksywka chyba Mały, Młody i znów sorry jeśli przekręciłem) do pomocy dla Kaczora. Kaczor z Młodym informowali ludzi z hangaru gdzie jest wrób i delikatnie punktowali wroga skutecznie go zatrzymując. Nagle w szeregach wroga nastąpiła silne poruszenie i dość znaczną siłą wróg zaczął podchodzić od północy (betonowych płotów). Tutaj tragedia... krzyki z dachu z prośbami i wystawienie kogoś w otwory na północnej ścianie pozostawały bez odzewu. Okazało się, że chłopaki się nie słyszą (prozaiczna przyczyna takiego bałaganu). Kamil z Rudym organizują radio dla Kaczora i wrzucają mu na dach. Teraz sytuacja na północnej ścianie zaczyna się poprawiać. Ktoś przechodzi (2 kolegów chyba z Łomży) na tył budynku, żeby obserwować gęstwinę. Dybek trzyma południową ścianę. No jest nawet nieźle, pozycje obstawione. Jednak w środku nadal jest ze 4 osoby, które nie wiedzą co ze sobą zrobić. Później już nic się nie działo oprócz systematycznie podchodzącego wroga, który jednak przy tak obstawionym budynku nie mógł za dużo zrobić. P.S. Widziałem kątem oka i okiem kamery, że drugi budynek też miał pełne ręce roboty cały czas. Udało się jednak utrzymać go do końca. Ogólnie to co się działo w "hangarze" może trochę było spowodowane problemami z komunikacją, może brakiem silnego i wyznaczonego dowództwa a może przez milsimy organizowane przez Sekcję trochę przesadzam. Nie wiem. Tak czy siak to wszystko o czym pisałem to tylko moja opinia (odnoście błędów taktycznych wspomnę jeszcze pod koniec sprawozdania). Po zakończeniu rozgrywki nastał czas typowych pogadanek. Nagle chłopaki wpadli na pomysł zrobienia napoleonki. Nie, nie chodzi o ciastko Drużyna w której byłem wygrała :D Na koniec zorganizowany został szybki atak na budynek. Część broni (mniejsza, ok. 15 osób) reszta atakuje. Na znak zaczęliśmy walkę. Od razu pobiegłem do znajdującej się ok 30m przed budynkiem dowództwa (drugim budynkiem z poprzedniego raportu) kupy gruzy. Niestety, dobiegłem i zostałem zdjęty przez kogoś z budynku (nie zdążyłem oddać nawet 1 strzału). Schodząc z pola walki widziałem, część atakujących stała za murkiem w odległości ok 5 m od miejsca rozpoczęcia tej rozgrywki. No jasne było, że w ten sposób to budynku nie zdobędą (stojąc pod murem, nie widząc wroga, a wróg zna ich pozycję). Nie minęło 5 min o wróg obszedł ich i zdjął prawie wszystkich. Pozostał część atakujących poszła ostrzej i miała więcej szczęścia niż ja dochodząc do ścian budynku. Rozgrywka nie trwałą długo, ok 15m i nastąpił koniec. Później, jak zwykle, wszyscy pogadali parę minut i zrobili odwrót w kierunku domów. Podsumowanie: + teren jest bardzo ciekawy + było sporo osób i ogólnie cały czas gdzieś coś się działo + Napoleonka (ta w drugiej wersji) + Na hasło cywil wszyscy wstrzymywali rozgrywkę i nikt nie próbował z tego korzystać zmieniając pozycję (byłem wtedy na dachu i dobrze to było widać) - miejsce początkowego wymarszu powinno być oddalone o min. 2km od budynków przy takiej ilości osób - ekipy nie miały indywidualnych miejsc wymarszu - można było spotkać młodych graczy chodzących bez ochrony oczu - cywile (wiem, że tego bardzo trudno uniknąć) Ogólnie impreza spoko. Taka typowa strzelanka w większym gronie bez milsimu. Rozgrywkę znacznie wzbogaciły zabudowania. Podsumowanie w jednym zdaniu: Jeśli otrzymamy kolejne zaproszenie od KGB na ten teren to z chęcią pojadę. Dziękuję KGB za organizację i zaproszenie w imieniu całego APT. P.S. Możliwe, że w raporcie pomyliłem kierunki świata bo nie chce mi się zajrzeć w mapę :) (jednak są one konsekwentnie mylone więc da się w tym połapać :) ) Temat na forum: http://asgpultusk.pl/forum/viewtopic.php?p=3775 |
| następny artykuł » |
|---|
Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego artykułu...


